http://wiara-rozumna.blog.onet.pl/2,ID427353974,index.html
66. Kobieta i mężczyzna
Paweł Porębski
Dwupłciowość
człowieka jest konieczna do prokreacji, natomiast dla Boga istnieje po prostu
człowiek: nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś
jednym w Chrystusie Jezusie (Ga 3,28). Opis biblijny pokazuje
stworzenie „człowieka w ogóle” (Rdz 1,26–30; 2,7), a dopiero potem powstanie
kobiety: Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę (Rdz
2,22). Nie bardzo mogę zgodzic się z wypowiedzią ks. Józefa Homerskiego: Pierwszy
człowiek nie był świadom stworzenia drugiego człowieka odmiennej płci, bo
istnienie niewiasty jest również tajemnicą[1].
Opis biblijny o
stworzeniu człowieka: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam
(Rdz 1,26) ukazuje nam prawdę, którą rozwinie św. Paweł w liście do Galatów.
Bez względu na swoją płeć człowiek jest „osobą ludzką”. Mężczyzna i kobieta
mają taką samą godność, zostali stworzeni „na obraz Boga”, we wzajemnej
zależności. Różnice płciowe dotyczą tego świata, nie mają natomiast żadnego
znaczenia w Chwale. Płeć nie ogranicza się jednak tylko do prokreacji. Każda
płeć ma swoje atrybuty. Kobiety są bardziej uczuciowe, łatwowierne i
wrażliwsze. Mężczyźni są bardziej logiczni, dociekliwi, racjonalni. Na płeć
narzucone są pewne obowiązki. Zaszyte są one w genach ludzkich i są integralną
częścią osoby (prozopoiczne). Przede wszystkim rolą kobiety jest
macierzyństwo. Męskość kryje w sobie znaczenie ojcostwa, kobiecość –
macierzyństwa. Choćby nie wiem jakby się starał, żaden mężczyzna nie jest w
stanie zastąpić dziecku matki. Żaden mężczyzna nie stworzy prawdziwego ogniska
domowego, ale może on jedynie wspaniale go uzupełnić. Kobiecość niejako
odnajduje siebie w obliczu męskości, podczas gdy męskość potwierdza się przez
kobiecość[2] (Jan Paweł II). Wzajemne piękno może
być zauważone i odkryte, gdy są razem ze sobą. Seksualność jest zjawiskiem
koniecznym i ludzkim. Nie należy tego tematu uświęcać i nadawać mu rangi
nadzwyczajnej, ale seksualność pozbawiona sakramentalnych fundamentów jest
tylko czystą żądzą, zaspokojeniem i egoizmem. Cudzołóstwo jest grzechem
przez niewierność współmałżonka. Materią grzechu jest nie tylko fizyczny akt
seksualny, ale pożądliwość, kuszenie drugiej osoby. Po śmierci zagadnienie to
znika całkowicie. Za życia jest regulowane przez samo życie.
Nie do końca zgadzam
się z poglądem Doroty Sattler i Teodora Schneidera, którzy uważają, że
panowanie mężczyzny nad kobietą nie było z woli Boga, lecz było następstwem
grzechu człowieka.
W historii Żydów
kobiety w sprawach spadkowych były traktowane sprawiedliwie: Ojciec dał im
też prawo dziedziczenia na równi z braćmi (Hi 42,15), ale nie we wszystkim
były traktowane na równi z mężczyznami. Tak jak to jest we wszystkich
zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie
dozwala się im bowiem mówić (1 Kor 14,34); Nauczać zaś kobiecie nie
pozwalam (2 Tm 2,12). Teksty te należy interpretować według ówczesnej
epoki. Widać w nich wyraźnie ówczesną mentalność, nie przyznającą kobietom
prawa przemawiania publicznego.
Feminizm jest ruchem
walczącym o równouprawnienie kobiet. Na tle tego ruchu powstało wiele
nieporozumień. Prawdą jest, że tak naprawdę do dzisiaj nie ma równouprawnienia
kobiet. Dominuje mężczyzna w wielu dziedzinach życia. Być może poglądy o
niższości kobiet mają swoje korzenie w odległych czasach, w których zarodek
męski mylnie uważano za nowego człowieka, a rolę kobiety ograniczano jedynie do
środowiska jego rozwoju. Wcale się nie dziwię, że kobiety zażarcie walczą
o swoje prawa. Niepokoi mnie tylko, jeżeli są głoszone hasła, które są
sprzeczne z uniwersalizmem etycznym, np. prawo do aborcji itd. Z drugiej strony
kobiety wyposażone są w takie dary, o których mężczyzna nie ma co marzyć.
Dostrzegam tu, na tym polu, pewne ograniczenie, a nawet niższość mężczyzn.
Mężczyzna, tak naprawdę, może pochwalić się jedynie siłą. Moja żona Krystyna
uważa, że kobiety mają szósty zmysł powodujący, że łatwiej widzą zdarzenia
przyszłe, są przewidujące, natomiast mężczyźni żyją chwilą. Nie mają
intuicyjnego wyczucia skutków swoich decyzji. Jak byliśmy młodsi, pod koniec
każdego roku bawiliśmy się, pisząc, każdy z osobna, co się wydarzy w roku
następnym. Po opisaniu przyszłych zdarzeń, konfrontowaliśmy nasze przewidywania
(futurologia). Prawie zawsze stałem na stanowisku, że moje przewidywania
są bardziej rozumne, logiczne, podparte wiedzą polityczną, gospodarczą.
Krystyna pisała natomiast rzeczy, które uważałem za całkowicie nierealne,
niepoważne i wzięte z księżyca. Niestety, po roku wynik dla mnie był przeważnie
druzgocący. Intuicja kobieca była nie do pokonania i perfekcyjna.
Bóg stworzył
mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie
płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie
poddaną» (Rdz 1,27–28). Dzięki potomstwu, ale nie tylko, małżeństwo
przechodzi w rodzinę. O błogosławieństwie człowieka była już mowa, ale tu Bóg
błogosławi rodzinę. Rodzina staje się podstawowym przedmiotem społecznej
historii ludzkiej, zarówno doczesnej, jak i zbawczej. Każda osoba w rodzinie
jest niepowtarzalna i również ważna. Małżeństwo jest źródłem życia, które
powstaje z woli Boga. W ten sposób człowiek uczestniczy w boskim planie
stwórczym. Bóg jest świadkiem, gdy są składane sobie obietnice małżeńskie. Bóg
błogosławi ten związek. To zobowiązuje małżonków do życia w miłości.
Dziecko z kolei opuszcza dom rodzinny i staje się „latoroślą owocującą”
(Rdz 49,22), zakładając swoją własną rodzinę. Małżeństwo nie ma wyłącznie celu
prokreacyjnego. W nim budzi się zalążek miłości osobowej. Prawdziwa miłość
małżonków rozkwita, rozchodzi się, wychodzi na zewnątrz, zaraża innych. Taka
rodzina jest obrazem Raju, przyjaźni z Bogiem. W niej uobecnia się stale
początek świata. Małżeństwo bezdzietne może również być ikoną wspaniałego
związku, symbolem harmonii i wspólnoty małżonków, którzy naznaczeni zostali
doświadczeniem. To doświadczenie może pochodzić od Boga i paradoksalnie może
być wyróżnieniem. Bóg skupił swoją uwagę właśnie na tej rodzinie, ale trzeba
umieć to odczytać we własnym sumieniu. Każde dziecko pochodzi z daru
Boga. Zmaganie się małżonków z niepłodnością, ich walka o potomstwo może być
dla wielu wzorem. Bezpłodność może być również „płodna”. Tyle, że jest to
płodność wyższa, ponadnaturalna, duchowa, płodność z Boga: Pokoleniu Lewiego
nie dał Mojżesz dziedzictwa (Joz 13,33). W narodzie żydowskim bezpłodność
była oznaką nieprzychylności Bożej. To nie jest prawdą. Jeżeli Bóg doświadcza,
to znaczy, że oczekuje od nas czegoś bardziej wzniosłego. Oczekuje od nas innej
postawy, może ofiary? Nie wolno budować swojego szczęścia na nieszczęściu
innych. Metoda in vitro jest jeszcze niedopracowana. Podczas tej metody
zapłodnienia ginie wiele już zawiązanych zarodków. Zarodek jest malutkim
bezbronnym człowiekiem w postaci embrionalnej. Jak może czuć się człowiek
pochodzący z takiego zapłodnienia, gdy zda sobie sprawę, że jego życie powstało
kosztem wielu? Nie dziwię się, że Kościół krytykuje tę metodę. Nie łudźmy się,
machina postępu raz puszczona w ruch już się nie zatrzyma. Badania będą
prowadzone nadal, choćby przez ludzi, którzy za nic mają ludzkie życie. Należy
więc czekać z niecierpliwością nad udoskonaleniem tej metody, aby była
pewniejsza i nie powodowała śmierci niewinnych istot. Jedynie, co możemy zrobić
to apelować, aby dalsze badania były prowadzone wyłącznie na zwierzętach, aż
uzyska się pewność metody. Póki szkodzi – zaniechać.
Według katechezy
kościelnej Maryja była Niepokalanie Poczęta (nieskażona grzechem pierworodnym),
była ikoną świętości pierwszych ludzi. Została wybrana do spełnienia obietnicy
Bożej. Tak jak Bóg powiedział Fiat i powstał świat, tak Maryja powiedziała owo
Niech się stanie (Fiat) i dała początek Zbawieniu (por Rdz 1,3; Łk 1,38). Maryja
została włączona w Boży plan zbawienia ludzi, zasługuje na tytuł Matki Bożej.
Niezależnie od historiografii Bóg wyróżnił Ją i tym samym pokazał ogromny
szacunek do kobiet. W Piśmie świętym jest wiele dowodów świadczących o
wspaniałej roli kobiet w historii i w życiu społecznym. Były one bohaterkami
wielu wydarzeń historycznych. Ich heroizm nie był mniejszy od heroizmu
męskiego. Kobieta (Ewa) stała się matką wszystkich żyjących (Rdz 3,20), nawet
Boga żywego Jezusa Chrystusa. Gdy umierał Jezus Chrystus, pod krzyżem
zabrakło apostołów, towarzyszyły Mu jedynie wierne kobiety. Św. Łukasz
przedstawiał kobiety z wielkim szacunkiem; kobieta jest prawdziwym uczniem
Jezusa oraz diakonisą Mistrza i jego wspólnoty (Łk 10,38–42); niewiasty „szły
za Jezusem” tak jak apostołowie i uczniowie (Łk 8,1–2; 23,49). Tylko Łukasz
przedstawił kobiety współczujące Jezusowi na drodze krzyżowej (23,27–31); one
też pierwsze zobaczyły Zmartwychwstałego (24,22–23). Dlaczego trzeba było aż
soboru, aby przyznać, że kobiety mają duszę? Wcześniej bowiem nie było co do
tego całkowitej pewności. Aż dziw bierze, że do tej pory kobiety są odsuwane od
kapłaństwa: niewiasty niech milczą w Kościele (1 Kor 14,34). W
gruncie rzeczy kapłaństwo jest powołaniem, a nie jakimś „prawem”.
Maryja była w centrum rodzącego się Kościoła. Jej obecność była czynna i miała
charakter modlitewny. Dotychczasowe argumenty Kościoła przeciw kapłaństwu
kobiet są słabe i niewystarczające. Opierają się one na faktach, między innymi,
że na Ostatniej Wieczerzy przy ustanowieniu Eucharystii, byli tylko apostołowie
oraz że Chrystus nie wprowadził swojej Matki do struktury hierarchicznej
Kościoła, który zbudował na apostołach. Wydaje mi się, że podyktowane to było
uwarunkowaniami historycznymi, ówczesną rolą kobiet i obyczajami (mizoginizm
historyczny – uprzedzenie do płci żeńskiej). W Kościele pierwotnym kobiety
(diakonisy), powołane przez apostołów, mogły pełnić jedynie pewne tylko posługi
religijne i charytatywne: Polecam wam Febę, naszą siostrę, diakonisę
Kościoła w Kenchrach (Rz 16,1). Na początku na diakonisę powoływano tylko
wdowy lub kobiety 60-letnie. Sobór Chalcedoński (451 r.) określił ich wiek na
40 lat. Diakonise usługiwały chorym oraz kobietom podczas liturgii chrztu i
dbały o religijną formację nowo ochrzczonym, zanosiły Eucharystię chorym
kobietom oraz pośredniczyły w przyjmowaniu i przedkładały biskupowi prośby i
sprawy kobiet. Urząd diakonisy niestety zanikł na Zachodzie w X w., a na
Wschodzie przetrwał do XIII w. Chrystus rozpoczął zmiany w tej kwestii, ale
trzeba było na to jeszcze dużo czasu, aby zupełnie zmienić nastawienie do
kobiet i nadać im należną cześć. Chrystus zwrócił się do kobiety samarytańskiej
słowami: Daj mi się napić (J 4,7). Dla Żydów było to zgorszeniem. Żydzi
bowiem nie utrzymywali stosunków z Samarytanami. Jezus „łamał” prawa
zwyczajowe. Niech to będzie dla Kościoła znakiem i zachętą do zmian.
Kobiety zasłużyły na godniejsze traktowanie. Chrystus był wymagający, ale był
„pobłażliwy”, a Kościół jest „rygorystyczny” – coś tu nie jest w porządku.
Obecnie kościół anglikański przełamał barierę „kapłaństwa kobiet”. Będę
szczery. Nie bardzo widzę kobietę jako kapłana odprawiającą Mszę. Dlaczego? Bo
właśnie we mnie też siedzi zakorzenione błędne przekonanie o niegodności kobiet
do sprawowania Eucharystii. Rozumowo nie przyjmuję tego co „siedzi” we mnie. W
Kościele jest podobnie. Argument, jakoby Chrystusowi aspekt kulturowy nie
pozwolił udzielić kobiecie święceń kapłańskich ma w gruncie rzeczy swoje źródło
w słabej wierze w Chrystusa[3] (Antoni J. Nowak OFM). Tu A. J. Nowak OFM
przesadził. Sposób sformułowania wniosku jest typową manipulacją
katechetyczną – nie przyjmujesz nauki Koscioła, tzn. że nie masz
wiary. Z jednej strony Kościół katolicki czci w Maryi Pannie
największe ze stworzeń – Bogarodzicę, a z drugiej stawia barierę liturgiczną
kobietom – totalna niedorzeczność. Wiek XXI powinien się wstydzić, że problem
emancypacji kobiet jeszcze nie został rozwiązany. W 2005 ukazał się
wywiad-rzeka z abbé Pierre (Henri Grouès) Mon Dieu... pourquoi? (fr. Mój
Boże… dlaczego?), w którym 93-letni ksiądz przedstawił swoją wizję Kościoła i
świata. W tym wywiadzie wyraził swoje wątpliwości co do zakazu wyświęcania
kobiet. Traktowanie kobiet głównie jako obiektów piękna fizycznego (czasy
Odrodzenia) w gruncie rzeczy je poniża. Prawdą jest, że kobiety same wpadły w
pułapkę bałwochwalstwa. Koniecznie chcą być podziwiane i uwielbiane. W
rezultacie doprowadziły do tego, że to co powinno być dyskretne stało się
jawne. Kobiety opakowane w piękne akcesoria zatracają swoją naturalną kobiecość
i piękność. Erotyka medialna sprowadza kobiety do roli przedmiotu i zabawki
męskiego pożądania. Za tę nieobyczajność nie tylko kobieta ponosi winę.
[2] - Mężczyzną i
niewiastą stworzył ich, Jan Paweł II, Wydaw. Libreria Editrice,
Vaticana 1986 s. 42.
Paweł Porębski (05:56)
http://wiara-rozumna.blog.onet.pl/2,ID427353974,index.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz